Tak. I właśnie od weekendowego kursu wiele osób zaczyna swoją przygodę z kitesurfingiem. Tylko warto dobrze rozumieć, co tak naprawdę oznacza „nauczyć się kite’a”.
Po dwóch dniach raczej nie wrócisz jeszcze do domu jako w pełni samodzielny kitesurfer. Ale spokojnie możesz nauczyć się podstaw sterowania latawcem, wejść pierwszy raz do wody, zrobić body dragi i spróbować pierwszych startów z deską. I dla większości osób to właśnie ten moment okazuje się początkiem większej zajawki na cały sport.
Pierwszy weekend zwykle wygląda inaczej, niż większość osób zakłada
Większość początkujących myśli głównie o samej desce i pływaniu. Tymczasem pierwszy etap szkolenia IKO skupia się przede wszystkim na nauce kontroli latawca i bezpieczeństwie.
Na początku instruktor pokazuje cały sprzęt, tłumaczy działanie systemów bezpieczeństwa i uczy przygotowania kite’a na brzegu. Dopiero później pojawia się pierwsze sterowanie małym latawcem treningowym.
I właśnie tutaj większość osób przeżywa pierwsze zderzenie z rzeczywistością.
Na filmach wszystko wygląda bardzo płynnie. W praktyce pierwszy kontakt z latawcem zwykle oznacza trochę chaosu, zbyt szybkie ruchy rękami i próbę kontrolowania wszystkiego siłą. Instruktor co chwilę przypomina wtedy, żeby odpuścić napięcie i pracować spokojniej, bo w kitesurfingu dużo ważniejsze od siły jest wyczucie wiatru.
Dopiero po kilku godzinach zaczynasz rozumieć, jak reaguje kite i dlaczego jeden gwałtowny ruch barem potrafi całkowicie zmienić jego zachowanie.
Body dragi to moment, kiedy wszystko zaczyna mieć sens
Pierwszy większy przełom pojawia się zwykle właśnie tutaj.
Body dragi, czyli przeciąganie ciała po wodzie przy użyciu samego latawca, dla wielu osób są pierwszym momentem prawdziwego kontaktu z kitesurfingiem. Jeszcze bez deski, jeszcze bez efektownego pływania, ale już z realnym czuciem mocy kite’a.
Na początku wygląda to dość chaotycznie. Trochę wody w twarzy, gubienie kierunku i pierwsze mocniejsze szarpnięcia latawca. Ale po kilku próbach wszystko zaczyna powoli układać się w całość.
Zaczynasz wyczuwać pracę kite’a, lepiej kontrolujesz ciało i coraz spokojniej reagujesz na podmuchy wiatru. I właśnie wtedy większość osób łapie pierwszą prawdziwą frajdę z kitesurfingu.
Deska pojawia się później, niż większość osób zakłada
I to akurat ma sporo sensu.
Jeśli wcześniej nie nauczysz się spokojnie sterować latawcem, sama deska tylko dokłada chaosu. Dlatego drugi etap szkolenia IKO skupia się głównie na pierwszych startach z deską i krótkich przejazdach po wodzie.
Początki wyglądają zwykle dość surowo. Deska ucieka spod nóg, start kończy się po kilku metrach, a wszystko dzieje się trochę za szybko. Ale właśnie wtedy zaczyna pojawiać się realny progres.
I bardzo często dzieje się to już drugiego dnia kursu.
Ile można nauczyć się w dwa dni?
To zależy głównie od warunków i samego kursanta.
Są osoby, które po 8–12 godzinach zajęć zaczynają wykonywać pierwsze dłuższe przejazdy i coraz pewniej startować z wody. Inni potrzebują trochę więcej czasu, żeby spokojnie opanować samą kontrolę latawca i pierwsze starty z deską.
Duże znaczenie mają też warunki pogodowe. Kitesurfing jest sportem mocno zależnym od wiatru, dlatego dwa identyczne weekendy praktycznie nigdy nie wyglądają tak samo.
Czasem warunki są idealne i progres pojawia się bardzo szybko. Innym razem wiatr okazuje się słabszy albo nierówny i część zajęć wraca znowu do podstaw na lądzie.
Dlaczego Hel jest dobrym miejscem na weekendowy kurs?
Półwysep Helski daje jedne z najlepszych warunków do nauki kitesurfingu w Polsce. Zatoka Pucka oferuje płytką wodę, dużo przestrzeni i spokojniejsze warunki niż wiele spotów od strony otwartego morza.
Dla początkujących robi to ogromną różnicę, szczególnie przy pierwszych wejściach do wody i pierwszych próbach z deską.
Możliwość spokojnego stanięcia w wodzie po nieudanym starcie daje dużo większy komfort niż nauka od razu na głębokiej wodzie albo większej fali. I właśnie dlatego tyle szkół prowadzi szkolenia właśnie tutaj.
Czy warto od razu robić cały kurs IKO?
Wiele osób po pierwszym weekendzie bardzo szybko dochodzi do wniosku, że dwa dni to dopiero początek nauki. I właśnie dlatego kursy IKO podzielone są na kolejne etapy.
Pierwszy poziom skupia się głównie na kontroli latawca, bezpieczeństwie i body dragach. Drugi etap to już pierwsze starty z deską i krótkie przejazdy po wodzie. Dopiero na kolejnych zajęciach pojawia się pływanie pod wiatr, utrzymywanie wysokości i większa samodzielność na spocie.
I właśnie wtedy zaczyna się moment, w którym kitesurfing robi się naprawdę uzależniający. Bo nagle przestajesz walczyć ze sprzętem, a zaczynasz po prostu korzystać z wiatru i wody.
Weekend zwykle kończy się tak samo
Po dwóch dniach kursu większość osób schodzi ze spotu naprawdę zmęczona. Kilka godzin pracy z latawcem, koncentracja, wiatr i ciągłe napięcie w rękach potrafią dać bardziej w kość niż normalny trening.
Ale właśnie wtedy zwykle pojawia się też ten moment, kiedy zaczynasz rozumieć, dlaczego ludzie potrafią kompletnie przepaść w kitesurfingu.
I nawet jeśli weekend nie zrobi z Ciebie jeszcze w pełni samodzielnego ridera, bardzo możliwe, że wystarczy, żebyś zaczął planować kolejny wyjazd jeszcze w drodze powrotnej do domu.